Relacja z "Pod Prąd" Andrzeja Kraśnickiego
Dodane przez Prezes dnia Sierpień 20 2010 14:07:50
Relacja z rajdu "Pod Prąd"

Upał, dwie ciężkie przenoski, mapa jak puzzle. Sobotni kajakowy rajd na orientację na pewno był jednak lepszy od siedzenia na zatłoczonej plaży. Mamy już jego szczegółowe wyniki. Rajd odbył się na obszarze od Wałów Chrobrego po Dziewoklicz z Wyspą Pucką włącznie. W kategorii zaawansowanych (TS) startowało 14 dwuosobowych drużyn. Oto relacja z punktu widzenia załogi nr 17, która nazwała się „Twin Peaks”, a to dlatego, że Sylwia Turkiewicz z drużyny bardzo lubi ten serial. Drugi członek drużyny, czyli ja, czyli Andrzej Kraśnicki już takim entuzjastą nie jest ale nazwa brzmi po prostu fajnie:).

Odnalezienie punktów kontrolnych na zwykłej mapie w przypadku miejskiego odcinka Odry było by bardzo proste. Organizator – Robert Filipski – poszatkował mapę. Na starcie otrzymaliśmy coś w rodzaju puzzli. Oznaczone literami małe fragmenty map z zaznaczonymi punktami kontrolnymi trzeba było wpasować w zarys Odry z pustymi, ponumerowanymi prostokątami. Po dopasowaniu i odnalezieniu punktu kontrolnego oprócz przedziurkowania karty kontrolnej należało wpisać, że np. fragment L pasuje do prostokąta 7. Pułapką było to, że tych puzzlowych fragmentów mapy było więcej niż pustych prostokątów. I można się było pomylić. Jak? Były np. dwa kawałki mapy z Wyspą Krainką. Na jednym kawałku była część północna, na drugim południowa. Obie łudząco do siebie podobne z podobnie umiejscowionym punktem kontrolnym. Pewną podpowiedzią były widoczne w kwadracie brzegi Wyspy Puckiej i lewobrzeża na podstawie których można było wskazać właściwą mapkę. Ja się uważnie nie przyjrzałem i oznaczyłem złą. Efekt – 10 punktów karnych. Mniej oczywisty był fragment z Wyspą Zieloną. I tu też popełniłem błąd nawigacyjny zbierając kolejne 10 punktów (chociaż punkt kontrolny odnaleźliśmy).

Po odnalezieniu 12 punktów z czasem 104 minuty zameldowaliśmy się przy Dziewokliczu. Tu można było 10 minut odpocząć. Jak do tej pory upał nie dał nam się jakoś szczególnie we znaki Na rzece lekko dmuchało, nie było więc jakiejś duchoty.

Na Dziewokliczu dostaliśmy drugą, dwustronną mapę. Też składającą się z części, które należało złożyć w odpowiedniej kolejności by na trasie bez problemu znaleźć punkty kontrolne. Na tym etapie nie trzeba było już tych kawałków dopasowywać do innej mapy.

Zaraz za Dziewokliczem skręciliśmy na północ i dobiliśmy do brzegu by przenieść kajak na Regaliczkę przepływającą przez Wyspę Pucką. Przy pomocy sprawdzonego patentu (linka i drewniany uchwyt) przeciągnąłem kajak po piaszczystym wale przeciwpowodziowym i trawie. Sylwia musiała jedynie pomóc przenieść kajak kilka metrów nad betonową drogą.

 

Na Regaliczce było już zdecydowanie bardziej gorąco. Żadnego wiatru, skwar i od czasu do czasu upierdliwe końskie muchy. Punktu kontrolnego nie znaleźliśmy ale okazało się, że po prostu ktoś go ukradł i Robert nie liczył za ten brak punktów karnych. Procentowała znajomość kanału. Płynęliśmy bez trudu docierając do punktów kontrolnych. Trochę emocji było przy punkcie nr 10. Wpłynęliśmy w ślepy kanał, a tu nic nie widać. Dopiero gdy obejrzeliśmy się za siebie, na pniu, pośród chaszczy zobaczyliśmy biało-czerwoną kartkę. Sylwia musiała wysiąść i przedrzeć się przez paskudne rośliny, które miały gałązki jak papier ścierny. Ja trzymając kajak porysowałem sobie lewą rękę (czerwone smugi wyszły na jaw dopiero przy kąpieli). No a potem kolejna przenoska. Tym razem na Parnicę. Cięższa i dłuższa. Ja przeciągałem kajak, a Sylwia pobiegła podbić pobliski punkt kontrolny. Po tej przenosce pot lał się ze mnie strumieniami. Ostatni odcinek przez Parnicę, Kanał Zielony i Odrę był już spacerkiem. Po 237 minutach (nie licząc 10 minutowej przerwy) byliśmy na mecie. Wyniki ogłoszone zostały dopiero wieczorem. Zajęliśmy 5 miejsce. Zaważyły dwa wspomniane błędy przy oznaczaniu mapek (każdy błąd to dziesięć punktów karnych). Świetny czas miał tu drugorzędne znaczenie. Liczą się punkty karne. Im mniej tym lepiej. Dopiero jeśli drużyny mają identyczną ilość karniaków (albo wcale) patrzy się na stoper. Jak ważne jest prawidłowe oznaczenie mapek niech świadczy to, że gdybyśmy popełnili jeden błąd mniej to dzięki świetnemu czasowi wylądowalibyśmy na 2 miejscu. Bezbłędne oznaczenie oznaczało by złoto, bo czas pozostałych drużyn z czołówki wynosił 262 i 282 minuty. 25 minut naszej przewagi czasowej jest niestety tylko jedynym pocieszeniem.

 Sobotnie zawody w kategorii TS wygrali Marcin Hoffman i Lidia Nitek, którzy nie popełnili ani jednego błędu w oznaczeniu mapek, odnaleźli też wszystkie punkty kontrolne. Gratulujemy!

Pozostałe wyniki znajdują się w sfotografowanej z laptopa Roberta tabeli. Po kliknięciu w miniaturkę obrazek się powiększa. Niżej fotki map jakimi się posługiwaliśmy. (Przepraszam za brak informacji o wynikach w grupie dla początkujących, ale nie zdążyłem ich zanotować. Wyniki mają być podane w poniedziałek na stronie www.kajakiempoodrze.pl)

 Andrzej

tabela_wyniki

 

mapa1

 

mapa2

 

mapa3